Siemanko tu Masia

To jest wyluzowany blog o moich obserwacjach i uczuciach. Najpierw sobie coś myślę, później to zapisuję i przeważnie później o tym śpiewam.

Zimowe wieczory można lubić

Zimowe wieczory można lubić

Ostatnio mamy fajną zajawkę. Oglądamy filmy z dzieciństwa lub wczesnej młodości. Ogólnie są to bardzo urocze seanse z sentymentalnym ładunkiem. Polecam. Takie pozycje nas zainteresowały:

"Niekończąca się opowieść" 

"Sok z żuka"

"Czarownice z Eastwick"

"Kosmiczny Mecz" (miałam soundtrack na kasecie, a Wy?) 

"Smażone zielone pomidory" (zasnęłam, ale lubię)

"Ze śmiercią jej do twarzy" (mój faworyt)

"Pogromcy duchów" (ta nowa część z dziewczynami też jest spox)

"Leon Zawodowiec" 

"Edward Nożycoręki" (moja zmora z dzieciństwa, niby sympatyczny gość a bałam się go bardziej niż kogokolwiek) 

"Wojownicze Żółwie Ninja" (tutaj zajawiłam się tylko na pizzę, ale i tak lubię tylko że jestem za stara)

W niektórych przypadkach ciężko sobie przypomnieć co było w tych filmach fajnego, ale przeważnie wszystkie są hitami. Lepiej ogląda się to wszystko nie do końca na trzeźwo.

Jest fajnie. Poza tym wcale nie wyzdrowiałam, ale to trochę na własne życzenie. Czasem gdzieś  wyłażę bo nie mogę wytrzymać, a jak wiecie na zewnątrz jest jak w zamrażarce. Nie jestem z siebie dumna. 

Nudy, nie będę udawać że moje życie jest dzisiaj ekscytujące. Chyba najbardziej hucznym wydarzeniem będzie gotowanie egzotycznego rosołu z imbirem, chilli, krewetkami, limonką, makaronem sojowym i jakimiś tam warzywami. 

Załączam zimowe zdjęcie gdzie jeszcze tryskam zdrowiem i humorem.

Edit: Rosół był dobry. Bez odbioru, kszt, kszt.

Mam taką małą przerwę

Mam taką małą przerwę

Jedna płyta rocznie

Jedna płyta rocznie